Oglądałem w TV program o Januszu L. Wiśniewskim, autorze "Samotności w sieci". Pisanie doprowadziło do rozpadu jego małżeństwa, a jego samego do depresji z tego pierwszego powodu. Smutne. Wolę jednak "żyć, żeby pisać" i mieć także "ważniejsze sprawy" (szczęśliwą rodzinę) niż zredukować moje życie do pisania. Według Flauberta, pisarz nie powinien się żenić ani mieć dzieci, bo to "przeszkadza" w tworzeniu. Flaubert zaspokajał swoje męskie potrzeby u prostytutek, ale to daleko idące uproszczenie. Gasił u nich również pragnienie bliskości. To zbyt wysoka cena. Romantyczna wizja artysty, który tylko poprzez swoje nieszczęście może wspiąć się na twórcze wyżyny, stanowi dla mnie kiepską i fałszywą perspektywę. Ale przecież Hemingway, Saint-Exupéry, Virginia Woolf, Franz Kafka, Marek Hłasko... Oni wszyscy byli życiowo popaprani. Bułhakow żył w absurdalnym świecie stalinizmu, do tego trzykrotnie się żenił, dopiero ostatni związek był udany. Mogę tak długo wymieniać. Czy oni wszyscy pisaliby jeszcze lepiej, gdyby lepiej ułożyła się ich prywatność?
Skończyłem niedawno pracę nad powieścią "Drugie życie Anny". Przerabiałem ją trzy czy cztery razy. Opublikowałem jako self-publisher na virtualo.pl. Mam nadzieję, że będzie się sprzedawać.
http://leniwiecliteracki.pl/dyskusja/bartosz-libudadrugie-zycie-anny/
OdpowiedzUsuń:)
pozdrawiam
Ciernik
Dziękuję. Jestem... zaskoczony i szczęśliwy. U licha, przepraszam za błędy, literówki w "Drugim życiu Anny", sam ich nie cierpię, a nie wszystkie wyłapałem. Odczytaliście tę książkę tak, jak chciałbym, aby była postrzegana. Pozdrawiam i wszystkiego dobrego.
OdpowiedzUsuńBL
My również dziękujemy za zacną lekturę. :)
OdpowiedzUsuń